ABORCJA EUGENICZNA: GDZIE JEST GRANICA ŻYCIA I ŚMIERCI?

Publiczna debata jaka nastąpiła wokół dokonywania w rzeszowskim szpitalu Pro Familia tzw. zabiegów aborcyjnych, doprowadziła już do wyjaśnienia bardzo ważnej kwestii. Bynajmniej nie jest tak, iż NFZ zmusza kogoś do zabijania dzieci przed narodzeniem. Dyrekcja Pro Familii zasłaniała się przymusem ze strony NFZ, a po naszych pismach i odpowiedzi NFZ główne dzienniki i tygodniki poinformowały całą Polskę, iż bynajmniej tak nie jest.

Idąc za ciosem, chcemy wyjaśnić jeszcze jedno. Jakie prawa ma dziecko, którego nie udało się zabić, ale w wyniku przeprowadzonej aborcji urodziło się żywe? W ostatnim czasie był taki przypadek we Wrocławiu.

Z analizy obecnie obowiązujących przepisów wynika, iż lekarz, który działał z zamiarem zabicia dziecka, z momentem rozpoczęcia porodu powinien ratować jego życie. Jednak praktyka bardzo często jest inna. Takie dzieci pozostawia się z oczekiwaniem, aż umrą. Zwróciliśmy się z pytaniem do instytucji państwowych właściwych w tej sprawie z pytaniem, czy nie uważają tego za dziwne.

 

Rzeszów, 8 maja 2014 r.

 

Pani

Małgorzata Gersdorf

Prezes Sądu Najwyższego

Pan

Andrzej Seremet

Prokurator Generalny

Pan

Marek Biernacki

Minister Sprawiedliwości

Pan

Marek Michalak

Rzecznik Praw Dziecka

 

W polskim prawie od dłuższego czasu istnieje względnie ustalona sytuacja odnośnie do gwarancji ochrony życia. Istnieją dwa standardy, jeden dotyczący życia przed narodzeniem, drugi po narodzeniu. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego momentem, w którym życie ludzkie zaczyna być w pełni chronione, jest rozpoczęcie akcji porodowej.

W świetle niedawnych wydarzeń szeroko opisywanych w mediach, pojawia się wątpliwości. Kilka tygodni temu "ważąca 750 gramów dziewczynka z zespołem Downa i wadą serca przeżyła własną aborcję. Zmarła dopiero po miesiącu" - Agnieszka Sowa, Prenatalne i postnatalne, Polityka nr 15, 9 kwietnia 2014 roku, s. 18-21. Jak pisze dalej autorka: "Czasem zdarza się jak we Wrocławiu, że wyniku tzw. terminacji ciąży rodzi się żywe dziecko. Dokładnych danych z polskich szpitali brak. Ale wiadomo, im późniejsza ciąża, tym większe ryzyko /w Wielkiej Brytanii, gdzie można usunąć nawet bardzo zaawansowaną ciążę, takich przypadków jest kilkadziesiąt rocznie/. I wtedy zespół przerywający zaawansowaną ciążę może mieć dylemat: ratować czy zostawić bez pomocy i czekać na zgon?". Sytuacja jest oczywista dla jednego z wypowiadających się w artykule lekarzy: "To jest po prostu nielogiczne. Nie po to kończymy ciążę wcześniej, by potem ratować, nie dość, że nieodwracalnie i ciężko uszkodzony, to jeszcze niedojrzały płód".

Jednakże jak się dowiadujemy również z tego artykułu: "W Polsce nie podaje się też domacicznych zastrzyków uśmiercających płód. Kobieta dostaje leki wywołujące poród". Zestawiając to z istniejącym stanem prawnym, wraz z orzecznictwem Sądu Najwyższego płyną z tego wnioski, które zdają się trudne do przyjęcia z moralnego punktu widzenia. Lekarz podejmuje działania zmierzające do wywołania porodu. Może w tej sytuacji działać z zamiarem bezpośrednim a co najmniej ewentualnym w kierunku uśmiercenia dziecka. Jednak w momencie rozpoczęcia akcji porodowej, zgodnie z istniejący orzecznictwem Sadu Najwyższego, dziecko zaczyna znajdować się w sytuacji pełnej ochrony życia. Jak należy rozumieć, w tym momencie lekarz zobowiązany jest podjąć działania na rzecz ratowania jego życia, a już z całą pewnością musi ustać jego zamiar działania z zamiarem bezpośrednim lub choćby ewentualnym jego uśmiercenia. Jak stwierdził Sąd Najwyższy, przedmiotem prawnokarnej ochrony na tle wszystkich przepisów rozdziału XIX kodeksu karnego posługujących się terminem „człowiek”, jest życie i zdrowie dziecka od rozpoczęcia porodu /wystąpienia skurczów macicy, dających postęp porodowi/” - uchwała z dnia 26 października 2006 roku, sygn. I KZP 18/06, OSNKW 2006, nr 11, poz. 97.

Jak wynika z cytowanej publikacji Polityki, wygląda na to, iż powszechna w polskich szpitalach jest zupełnie inna praktyka-pozostawiania żywych dzieci urodzonych w wyniku aborcji bez pomocy w oczekiwaniu, aby zmarły.

Po drugie, paradoksalne wydają się konsekwencje obecnego stanu prawnego dla działania lekarza, który, jak się wydaje, w jednym momencie zobowiązany jest zmienić swój stosunek do życia ludzkiego, przechodząc od działania zmierzającego do zabicia, ku jego ratowaniu.

Zwracam się z uprzejma prośbą o przedstawienia stanowiska w tej sprawie, odpowiedzi na pytanie, czy nie należałoby podjąć inicjatywy ustawodawczej w tym zakresie. Wraz z grupą senatorów noszę się z takim zamiarem. Opinia organów zajmujących się bezpośrednio stosowaniem prawa byłoby dla nas ważnym punktem odniesienia przy pisaniu projektu ustawy.

 

Kazimierz Jaworski - Senator RP                                            dr Paweł Bała - Przewodniczący Komitetu Inicjatywy Obywatelskiej „Ręce Życia